Dwieście dwunasta

13 marca 2012

prawdziwy koniec nie przychodzi kiedy mowisz pa, i nie wtedy
tez kiedy on udaje ze cie nie zna, i nie kiedy jest smutek zlosc i obojetnosc, i
nie kiedy poznajesz nowa osobe, i nie gdy sie calujecie po raz pierwszy i nie
gdy idziecie ze soba do lozka po raz pierwszy. koniec jest kiedy pojawia sie
swiadomosc. ze nowa osoba moze wejsc w te intymne przestrzenie, uczucia, ktore
kiedys zajmowal ktos.
[by A.]

Prawdziwe życie polega na tym, że nie tracisz kontroli nad nim. Polega to na tym, że mimo, że strasznie chce ci się płakać, umiesz zawsze powstrzymać łzy. Ja to robię w sposób prosty, trzy mocne wydechy.
To nie tak, że nie można płakać. Można, ale ponieważ jesteś kobietą silną, niezależną i taką, o której mówi się, że ze wszystkim sobie poradzi, to nikt nie może o tym wiedzieć. Łzy są oznaką słabości, te publiczne.
Ale możesz przecież to robić, kiedy jesteś w tłumie, masz ciemne okulary i głowę przy oknie. Z dołu nikt nie dojrzy, z góry też nie. Ale co dają łzy? To tylko rozmazana kredka, spływający tusz i zaczerwienione oczy. Gra nie jest warta świeczki.
Mówią, że smutki topi się w alkoholu. Ja je topię w kawie i energetykach. I nie dlatego, że chcę rozciągnąć maksymalnie dobę. Piję i śpię po 10 godzin. Czasami mam wrażenie, że mi to nawet nie smakuje. Ale ten znajomy smak pozwala mi wierzyć, że to coś dobrego, coś co dodaje energii. To ważne, bo czuję, że jej nie mam. Piję i wydaje się, że mam.
Jedyna rzecz, która dodaje mi sił, to zwracanie na siebie uwagi. Nie, nie chcę, żeby mi ktoś pomagał. Po prostu czuję wtedy, że jednak nie jestem niewidzialna, a skoro ktoś mnie zauważa, to nie jest jeszcze ze mną tak źle. Może mam szansę na wyjście na prostą.

Ponoć jestem tak strasznie silna, że można mnie podziwiać. Chciałabym być wzorem w takim razie, z którego można brać przykład. Umiem znakomicie zaciskać zęby. Nie wiem, w czym tkwi moja siła. Znoszę każdy nadmiar emocji, może to o to chodzi. A może o to, że nie rozpamiętuję za długo. To kwestia względna. Pamiętam wiele. Z czasem wszystko przechodzi, ot po prostu. Czas może nie leczy ran, ale łagodzi skutki. A przede wszystkim pomaga się z nimi pogodzić.
Chciałabym tylko, żeby wszystko miało swoje racjonalne wyjaśnienia. Ale nie ma. Dlatego walczę. Taka jestem uparta. Szkoda, że moja upartość nie idzie w parze z pancerzem ochronnym. Zrzucam go, biorę wszystkie emocje na siebie, a później jestem na dole. Na ziemi. Można mnie zadeptać, a ja nie umiem się podnosić. I wszystko zaczyna się od nowa. Błędne koło, wciąż nie przyniosło nic dobrego.


  • RSS